2016 07 02/03 – Lwów i powrót

Dzień rozpoczyna się spokojnie ale nasz cały powrót do domu spokojny nie będzie. Poprzedniego dnia jeszcze na górze na Hryniawach (w Szybenem zasięgu telefonii komórkowej praktycznie nie ma) skontaktował się z nami właściciel Alina Maria i umówiliśmy się na przekazanie klucza w Jaremczu przed południem. Pakujemy cały nasz dobytek do naszej Laguny i wyruszamy do Lwowa. Planujemy spędzić noc w tym mieście i dodatkowo zarówno dzisiaj jak i jutro z rana jeszcze go dokładniej pozwiedzać. Mijamy po raz ostatni szlaban pograniczników w Szybenem i ruszamy wzdłuż Czarnego Czeremoszu. Traktuję już drogę z należytym respektem i za bardzo się nie rozpędzam. Początkowo wszystko idzie bezproblemowo ale zaraz przed mostem w Dzembroni rozpoczynają się nasze problemy. Łapiemy gumę. Patrząc na to wszystko z dzisiejszej perspektywy zastanawiam się dlaczego to nie stało się wcześniej. Chociażby podczas naszej wyprawy do Zaroślaka. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Stało się to akurat w Dzembroni. Dodatkowo felga tak się zapiekła, że nijak nie mogłem jej zdjąć. Na szczęście pomógł uczynny miejscowy Hucuł, którego poprosiłem o pomoc. Wielkie dzięki!!! Pakujemy zepsute koło do bagażnika i jedziemy dalej. Ale postanawiamy przy najbliższej okazji go naprawić. Okazało się, że wulkanizator to po ukraińsku szynomontaż. Mijamy przełom Czarnego Czeremoszu za Bystrecem i dojeżdżamy do głównej drogi z Żabiego do Worochty. Po chwili okazuje się, że coś terkocze obok prawego przedniego koła. Oderwała się niestety osłona nadkola. Nie dało się jest ponownie przyczepić. Musiałem ją odciąć. Droga do Szybenego dała się nam we znaki. Okazało się, że to nie było jej ostatnie słowo. Ale to dopiero jutro ze sporym opóźnieniem. Zatrzymujemy się w Jaremczu aby oddać klucz. Żegnamy się z naszym sympatycznym właścicielem bazy Alina Maria w Szybenem. Ja jadę szukać szynomontażu. Reszta idzie na jarmark w Jaremczu. Naprawa koła kosztowała mnie 150UAH. Łatanie dziury plus lekkie prostowanie felgi. Zrobione od ręki. Jadę do reszty na jarmark. Kupujemy trochę miejscowych rzeczy a Krzysiek robi sobie zdjęcie z dwoma sokołami. IMG_3543Bez większych problemów docieramy do Lwowa. IMG_3545-EFFECTSNocleg mamy zarezerwowany w Polskiej Poduszce na Franka. Popołudniowy spacer po mieście. Zrobiliśmy sporą pętlę. Najpierw rynek potem zachodnimi przedmieściami do parku Stryjskiego. Nasz nocleg jest stosunkowo blisko. Podziwiamy kamienice przedwojenne na przedmieściach Lwowa. Warta polecenia jest ulica Parkowa, którą wychodzimy z parku Stryjskiego. Nocujemy w dwupokojowym przedwojennym mieszkaniu w kamienicy na parterze zamienionym obecnie w apartament. Zdecydowana większość elementów pozostaje bez zmian od lat 30-tych ubiegłego wieku. Brama. drzwi do bramy ze starym zamkiem, schody, parkiet w mieszkaniu. Czujemy się jak na Lwowskiej w Warszawie. IMG_3546Następnego dnia zostawiamy samochód na podwalu niedaleko Prochowej Wieży i idziemy na Szewską obok Rynku do Baczewskich na śniadanie. Miejsce warte polecenia. Potem kupujemy zapas kawy ziarnistej Arabica, świeżo wypalonej w Lwowskiej Kopalni Kawy na rogu Ruskiej i Serbskiej. Tym razem robimy pętlę na wschód do cmentarza na IMG_3549Łyczakowie. IMG_3548 Prognozy pogody na resztę dnia nie są najlepsze. Idą nawałnice z zachodu. Postanawiamy wracać do domu. Wyjeżdżamy ze Lwowa na zachód drogą M10. Dojeżdżamy do Jaworowa i skręcamy na przejście graniczne w Budomierzu. Zaraz za Lwowem łapie nas burza. Wyruszyliśmy w samą porę. Trzyma nas aż do samej granicy. Po drodze kontrola paszportów przed Hruszowem. Granica nas niestety niemile zaskakuje. W sumie spędzimy tutaj trzy godziny. Po godzinie podchodzi do nas Ukrainiec z samochodu za nami i mówi, że z prawego przedniego koła schodzi nam powietrze. Duchy drogi z Szybenego dopadają nas kilkaset kilometrów dalej. Po naprawie okaże się, że wbił się w oponę ostry kamyk ale tak się zaklinował, że powietrze schodziło bardzo powoli. Szynomontaż w Jaremczu był bardzo dobrą decyzją. Ukraińcy jeszcze raz pokazują nam swoją bardzo dobrą stronę. Praktycznie to oni za mnie zmieniają mi to koło tak jakby trochę czuli się odpowiedzialni za stan swoich dróg. Ale jeszcze raz wielkie dzięki za pomoc!!! Kolejki też nie tracę bo solidarnie wpuszczają mnie na moje stare miejsce. Przed samą granicą skręcamy na lewy pas za poradą kolejnego Ukraińca. Nie do końca wiem co to był za pas ale na pewno oszczędził nam ze dwie godziny czasu. Solennie sobie postanawiamy, że to już ostatni raz nie wracamy z Ukrainy przez Ublę na Słowacji. Polscy celnicy tym razem wyjątkowo dokładnie sprawdzają nasz samochód. I wjeżdżamy do naszej ukochanej ojczyzny. Jedziemy bocznymi drogami przez Lubaczów i Biłgoraj, nowym mostem w Solcu przekraczamy Wisłę. Później w miarę standardowo przez Zwoleń do Kozienic, potem do Białobrzegów i ekspresówką do domu. Kończy się nasza piąta wyprawa w Karpaty Wschodnie. Naprawa koła w Polsce kosztuje oczywiście kilka razy więcej niż na Ukrainie. Na szczęście wymiana nadkola okazuje się stosunkowo niedroga. Ale to była wyprawa!!!

Dodaj komentarz