2016 06 18 – Dojazd

Piąta nasza wyprawa w Karpaty Wschodnie. Tym razem postanowiliśmy pojechać w Czarnohorę i przy okazji zwiedzić również okoliczne pasma: Góry Pokuckie zwane również Beskidem Huculskim, Hryniawy i Marmarosy Czywczyny.

Wyruszamy własnym samochodem osobowym w sobotę 18.06.2016 o 6-tej rano z Warszawy. Doktor Google pokazuje, że najszybciej się jedzie o tej porze 17-tką, potem obwodnicą Lublina i na Hrebenne. Postanawiamy tym razem pojechać zgodnie ze wskazaniami. Przejazd przez Warszawę o tej porze bezproblemowy. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że pomiędzy Ryżową w Alejach Jerozolimskich a zakrętem na trasie do Lublina jest tak mało świateł. Krajowa droga numer 17 jest w takim sobie stanie. Widać, że czekają z poważnym remontem na budowę S17 co się ma zadziać do roku 2020. Ruch o tej porze jak na moje oczekiwania był dosyć spory. Trafiło się nam kilka ciężarówek, które skutecznie spowolniły naszą podróż. Dojeżdżamy do S17 za Puławami. Stąd aż do Piasek za Lublinem droga marzenie. Ekspresówka z prawdziwego zdarzenia. Myślę, że ten fragment drogi dla przybyszów zza wschodniej granicy jest fantastyczną reklamą Polski. Za Piaskami S17/S12 się kończy. Są plany przedłużenia ekspresówki aż do Hrebennego ale to zapewne dopiero po 2020. Jedziemy teraz na Zamość. Droga jest wyremontowana.

Zatrzymujemy się na stacji benzynowej Orlen w Tomaszowie Lubelskim. Serwis granica.gov.pl pokazuje, że w Hrebennym się nie czeka na przejściu. Niestety okazuje się, że to nieprawda. Sznur samochodów sięga do wiaduktu drogi 867 czyli około kilometra. Nie powtórzyła się sytuacja z naszego poprzedniego majowego wyjazdu, gdy bez zatrzymywania zajechaliśmy bezpośrednio na przejście graniczne. Szybkie sprawdzenie ile i jak się jedzie do Budomierza i postanawiamy tam jechać. Google nas prowadzi po jakichś bocznych drogach (szczegóły na załączonej mapie) ale praktycznie wszystkie ze świeżo wylanym asfaltem. Ale się dzieje na tych polskich drogach.

W Budomierzu zero kolejki. Decyzja o przyjechaniu tu była dobra. Stosunkowo szybko przekraczamy granicę. Za przejściem ze 2 kilometry asfaltu unijnego po ukraińskiej stronie aż do ronda w Hruszowie. Tam wracamy do lokalnej rzeczywistości drogowej (opisywałem to miejsce podczas naszego pierwszego wyjazdu na Ukrainę). Przebijamy się przez wertepy do budki ze strażnikami. Tym razem nikt nas nie zatrzymuje. Dalej drogą T1403 do Niemirowa gdzie skręcamy w P40 do Jaworowa. Nie wierzymy googlowi, gdy każe nam jechać kawałek na skróty i dojeżdżamy do głównej trasy M10 na Lwów. Ta droga jak na standardy ukraińskie jest bardzo dobra.

Dojeżdżamy do lwowskiej obwodnicy. Rezygnujemy z postoju we Lwowie i jedziemy do Stanisławowa drogą H09. Tutaj bardzo pozytywne zaskoczenie. Własnie zakończyli remont całej drogi do Stanisławowa i jedzie się po prostu rewelacyjnie. Po drodze mijamy elektrownię węglową obok miasta Bursztyn. Można się poczuć jak na Śląsku w późnych latach 80-tych. Włączenie wewnętrznego obiegu powietrza w samochodzie obowiązkowe. Przez Stanisławów przeciskamy się bez zatrzymywania. Jest tam jedno miejsce koło wiaduktu zaraz za mostem na Bystrzycy Sołotwińskiej gdzie można pobłądzić. Trzeba pamiętać, że dalej droga idzie wzdłuż rzeki i trzeba skręcić w prawo. Za Stanisławowem droga normalnieje. Ale cały czas jedzie się nią dobrze. Zaraz za miastem daleko na południu pojawiają się panoramy Gorganów z Sywulą na czele. W końcu zarówno Bystrzyca Sołotwińska jak i Nadwórniańska mają swoje źródła niedaleko tego szczytu.

Mijamy po drodze dobrze już znajomą Nadwórną. Miasteczko bardzo przypomina polskie odpowiedniki z Galicji z przełomu lat 80-tych i 90-tych. Warto przyjechać aby zobaczyć, że przez ostatnie 25 lat w Polsce coś się jednak zmieniło na lepsze. Dojeżdżamy do Jaremcza, w którym spędziliśmy kilka dni w zeszłym roku. Śpieszymy się do Worochty to tym razem mijamy miasto bez zatrzymywania się. Między Mikulczynem a Tatarowem mijamy Żeniec, z którego w zeszłym roku wchodziliśmy na Chomiak. Skręcamy po chwili w drogę P24, którą dojeżdżamy do Worochty. Zaczynamy poszukiwania naszego celu czyli Cottage Oberig. Okazuje się, że w Worochcie są dwa o tej samej nazwie. Najpierw trafiamy do dolnego położonego nad rzeką skąd przekierowują nas do właściwego. Mieści się on za przejazdem kolejowym na wzgórzu. Dojazd z głównej drogi świeżo położonym asfaltem. Wspaniały widok na Świdowiec spod domu. Baza okazuje się jedną z lepszych, które odwiedziliśmy dotychczas na Ukrainie. Warta polecenia.

Booking.com – Cottage Oberig Worochta

Dodaj komentarz